wtorek, 5 marca 2013

Miej wyjebane a będzie Ci dane

Zdjęcie: anankkml / freedigitalphotos.net
Jak zachęcić faceta do zbierania skarpet z podłogi, wysyłania do Ciebie słodkich smsków czy częstszych odwiedzin u Twojej mamy? Co zrobić jeśli gra wstępna jest za krótka, śmieci nie wyniesione czy z okazji Twoich urodzin nie złożył nawet życzeń? Przedstawiam tutaj gotową metodę znaną pod roboczą nazwą – miej wyjebane a będzie Ci dane.

Co robi przeciętna statystyczna kobieta, kiedy jej mężczyzna popełnia błąd? Możliwości są dwie: a) zrzędzi lub b) zapuszcza focha. Zrzędzenie polega na wtykaniu błędów, często używane są te same lub podobne zdania powtarzane w kółko aż delikwent zrozumie i się ukorzy. Powtarzane są do znudzenia, do oporu, do zamęczenia. Z kolei tzw. zarzucenie focha to metoda skrajnie inna, polegająca na nieodzywaniu się i ignorowaniu delikwenta. Na pytanie "co się stało?" odpowiada się tradycyjnym "nic" lub wymowną ciszą. Jaki jest skutek? Moim zdaniem nie najlepszy. Jest to albo skrajne zniechęcenie, albo załatwienie sprawy dla świętego spokoju. Efekt rzadko jest długofalowy. Kto na dłuższą metę wytrzyma z obrażalską księżniczką albo męczącą zrzędą?

Co proponuję w zamian? Wyżej wspomnianą metodę – miej wyjebane a będzie Ci dane. Na czym ona polega? Już śpieszę wyjaśnić. Kiedy Twój mężczyzna popełni jakiś błąd lub chcesz wpłynąć na jego zachowanie nie obrażaj się i (broń Cię Boże!) nie zrzędź. Bądź spokojna i opanowana, nie złośliwa, agresywna czy nawet obrażona. Bądź miła i poprawna, jeśli coś Cię spyta to odpowiadaj itp. Ale nie okazuj mu czułości jako pierwsza, nie całuj, nie przytulaj, nie zagaduj czule. Bądź jak jego koleżanka, nawet bardzo dobra koleżanka, ale nie dziewczyna. Jak o coś Cię spyta to odpowiadaj, ale sama nie żadnej poważnej zaczynaj rozmowy, zagaduj go tylko o jakieś pierdoły w stylu co zjecie na obiad albo ogólnie opowiedz co było w pracy. Daj się objąć, ale sama go nie przytulaj. Nie myśl obsesyjnie o problemie, zajmuj się swoimi sprawami, możesz faceta troszkę ignorować.

Prędzej czy później zauważy, że coś jest nie tak. Tylko nie będzie się na Ciebie denerwował czy dążył do uzyskania tzw. świętego spokoju, jak to może mieć miejsce przypadku zastosowania zrzędzenia, ale będzie raczej zatroskany. Wtedy zapewne zada to odwieczne pytanie „co się stało?”. Jeśli jesteś zdenerwowana to powiedz, że tak, coś się stało, ale nie chcesz o tym teraz rozmawiać, powiesz mu potem. Jeśli jesteś spokojna to mu wyjaśnij. Ważne, żeby nie rozmawiać z nim w nerwach, bo mogą paść słowa, których będziemy żałować a których nie da się już wymazać.

Nie gwarantuję tutaj pełnego sukcesu, ale uważam, że ta metoda jest lepsza niż 2 tradycyjne. A Wy jak uważacie? Jakie metody wpływu na facetów stosujecie?

22 komentarze:

  1. świetny post, oczywiście Twoja metoda jest lepsza niż 2 tradycyjne, sama się o tym przekonałam :) a tak z innej beczki to drogie Panie pamiętajcie, żeby "prosić" jeśli coś od swojego partnera chcecie a nie narzekać!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak! I "poprosić" zamiast "kazać". Zawsze to lepiej brzmi a i efekt lepszy.

      Usuń
  2. oo moja ulubiona metoda życiowa :D sprawdza się w niejednej sytuacji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A gdzie jeszcze można to stosować? Tak na przykład?

      Usuń
    2. Wszędzie! W szkole, w pracy, w domu, na uczelni... Możnaby tak wymianiać...


      Tak, w pracy też się sprawdza!

      Usuń
  3. Mnie nie obchodzi ile taka skarpeta leży na ziemi, bo to, że sobie leży mnie nie denerwuje. Może sobie facet ją podnieść nawet i po trzech miesiącach. Urodziny i tym podobne też nie mają znaczenia. Ale to już wiadomo, że każdy ma coś innego co wyprowadza z równowagi bardzo mocno. Za nawracanie i naprawianie kogokolwiek nie zamierzam się brać, bo to też by mnie denerwowało. Mężczyzna i tak się nie zmieni, więc jak mnie wkurza to już się z nim nie męczę w nieskończoność. Ja się też nie zmienię, więc jak facet chce ze mną być to niech widzi co go czeka. Co do czegoś co mnie bardzo denerwuje to mówię raz wprost, spokojnie co mi leży na sercu. Przypominam później drugi raz w formie wielkiej awantury, mówię, że jak nie ma zamiaru brać sobie do serca mojego zdenerwowania i zmieniać swojego zachowania to może pakować walizki. Za trzecim, albo czwartym razem jest stanowczy koniec. Wtedy właśnie jest foch, ale jak mam focha to facet jest już z dala ode mnie. Łatwo mi to przychodzi, bo powtórki czegoś co już wcześniej mnie denerwowało doprowadzają mnie do szału. Jak raz się zniechęcę to sam widok kogoś kto mnie denerwował mi przypomina i na nowo wkurza. Dwa razy tak zrywałam i dobrze, bo po zerwaniu odżywałam i odzyskiwałam spokój.

    OdpowiedzUsuń
  4. To mi pachnie "zołzą". Nie lubię tego poradnika, acz akurat ta metoda jest rzeczywiście miła i skuteczna (tylko jak się ma naprawdę wyjebane, a nie to tylko udaje).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czytałam "Zołzę" już dawno, też mi się nie podobała (ani to, co było tam napisane, ani sposób w jaki autorka to zrobiła), ale ta rada jest moim zdaniem mądra.

      Usuń
  5. W "Dlaczego mężczyźni kochają zołzy" też była o tym mowa - panowie nie rozumieją słów, ale brak reakcji, jak najbardziej. I to chyba zdrowsza forma, niż wylewanie żółci i żali.

    OdpowiedzUsuń
  6. a moim zdaniem najlepsza metoda, to po prostu zwykla szczera rozmowa. nie lubie stosowania ani fochow, ani tez wytykania wiecznie bledow. zwykla rozmowa na spokojnie bez krzykow i wyzwisk, a jezeli to nie pomoze, dopiero wtedy posunelabym sie do metody opisanej w Twoim poscie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda - zwykła, szczera rozmowa. Tylko nie wtedy, jak jest się bardzo wkurzoną. Lepiej poczekać aż emocje ochłoną.

      Usuń
    2. Nie chce tu wyjść na hejtera (czy jak się to tam pisze), ale co do szczerej rozmowy to nie zawsze działa. Często daje wręcz odwrotny skutek. Spotkałam się z tym wiele razy, że faceci czytają miedzy wierszami, nawet jeśli nie ma tam nic. Nauczyli się z jakichś głupich poradników, że kobiety nie mówią w prost o co im chodzi, że to co mówimy trzeba dzielić przez dwa i mnożyć przez pięć.
      Ta metoda nie tyle poskutkuje tym, że facet zrozumie o co nam chodzi, ale nie będzie też szukał drugiego (prawdziwego?)sensu.
      Pozdrawiam Ella

      Usuń
    3. Nie wyszłaś na hejtera (też nie jestem pewna jak to napisać...), raczej pokazałaś ciekawy punkt widzenia. To o czym piszesz często widziałam u dziewczyn. Nie wiedziałam, że faceci też tak robią. Dobrze wiedzieć.

      Usuń
  7. Nie zawsze ta metoda wychodzi, ale zawsze warto próbowac ;)
    Ciekawy post ;)
    dodaje do obserwowanych, licze na to samo :
    ana-sylwana.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  8. cool blog!! love your post!!
    im your 30th follower !! =]
    <3

    OdpowiedzUsuń
  9. Bardzo to ciekawe...wypróbuję i zobaczę, co z tego wyjdzie :)

    OdpowiedzUsuń
  10. dobre! :P
    ;)

    http://www.alliness.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  11. dobra, teraz mam problem, spróbuje Twojej metody .. :P

    OdpowiedzUsuń
  12. Świetna metoda, nawet nie wiedziałam że tak fajnie się nazywa:) Nawet jak chcesz jej użyć, ale jesteś bardzo zdenerwowana i na chwilę obecną nie potrafisz ujarzmić swoich emocji to co wtedy?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasem się po prostu nie da i człowiek musi dać ponieść się emocjom ;)

      Usuń
  13. metoda fajna sprawdza sie w zyciu. 4 zas metoda moze byc ignorowanie tych skarpetek (wiem bedzie to naprawde trudne do zrobienia) po kilku dniach mozna sie przekonac ze "same' znikna :)))

    OdpowiedzUsuń
  14. co do skarpetek- czytałam kiedys ze pewien facet miał ogromne problemy z trafianiem brudnymi skarpetami do kosza na brudną bieliznę:P leżały wszędzie- pod łóżkiem, koło szafy itd. żona w końcu stwierdziła że zastosuje opisaną tu zasadę- ignorowała skarpetki. pewnego dnia zdziwiony mąż ubierając się do pracy pyta "kochanie, gdzie są moje skarpetki?" "tam gdzie je zostawiłeś" :P odtąd nauczył się, ze jesli chce mieć czyste skarpetki, to wcześniej muszą się one znaleźć w koszu, tylko stamtąd trafiają do pralki:) pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń